Jest adiunktem w Oddziale Chirurgii Dermatologicznej Kliniki Dermatologii Akademii Medycznej we Wrocławiu.
ul. Wronia 21
tel. kom. 602 274 576
e mail: andrzej.bieniek@chirurgiaplastyczna.info

Konsultacje: poniedziałki i czwartki w godz. 15.00-16.00
I operacja k/m (mastektomia)
Koszt:
– konsultacja 100 zł
– operacja 7500 zł (dane z lipca 2008 roku)

Wymaga zaświadczenia o transseksualizmie od psychiatry lub psychologa. Na zabieg nie potrzeba skierowania od lekarza prowadzącego.
Konkretny. Spisz sobie na kartce pytania jakie masz do niego.

Badania… Przed operacją musisz wykonać badania:
* morfologia
* krzepliwość krwi
* grupa krwi
* EKG
* czasami może też poprosić o prześwietlenie płuc.

Więcej zdjęć w albumach na forum.

Relacja z lutego 2005 r.:
Konsultacja… Na konsultację trzeba zabrać zaświadczenia od lekarzy prowadzących, tzn. psychologa, seksuologa, bądź psychiatry. Dr przegląda je. Po chwili każe pokazać „towar”, żeby powiedzieć jakie cięcie trzeba zastosować, jakie znieczulenie i jaki koszt. W tym samym dniu (jeśli się zdecydujesz na operację), lekarz wyznacza termin operacji. Ja za wizytę nie zapłaciłem, wliczona została w koszt operacji.

Dzień zabiegu…
Godzina wyznaczona zabiegu, to była 15-ta. Operacja zaczęła się o 16-tej punktualnie, bo korki były i lekarz się spóźnił. Poszedłem za pielęgniarką do łazienki, dała mi zielony strój jałowy, kapcie, kazali rozebrać się do bokserek. Pielegniarka zaprowadzila mnie na salę operacyjną. Poklepała po ramieniu i powiedziała „Pan się nie martwi, wszystko będzie dobrze”. Dali mi niebieską tableteczkę, kazali pogryźć, i wodę do popicia.
Po ok 10 minutach przyszedł chirurg dr Bieniek. Obrysował sobie jak będą cięcia itp. Położyłem się na stole, pielęgniarka chciała mi wenflon założyć, ale miałem za małe żyły i bardzo gęstą krew, od głodówki całodziennej przed zabiegiem. Nie chciała lecieć tak, więc mi pobierala co 30 minut podczas operacji. Łącznie pobrała mi 7 razy podczas operacji. Nie zakładano mi cewnika. Znieczulenie miałem miejscowe, powiedział, że nie potrzebne jest ogólne, skoro nic nie będzie mnie bolało, a serce nie będzie obciążone jak podczas ogólnego, no i po operacji będę kontaktował itp. Zaczął wstrzykiwać mi znieczulenie do piersi… nic a nic nie boli. Po pewnym czasie piersi byly tak znieczulone, ze wsadził mi do nich jakieś rurki i maszynę włączył 🙂 Gdy byłem znieczulony 2 litrami jakiegoś płynu zaczeli mnie ciąć, wszystko widziałem w odbiciu lampy. Cały czas bylem przytomny i przychodzila pani Anestezjolog badać mi ciśnienie, temperaturę. Operację całą widziałem w odbiciu lampy. Chirurg wyczyścił środek piersi, sutki wyczyścil z gruczolow, później nadmiar skory usunął i zaszył. Szwy wszystkie byly rozpuszczalne, tylko gazik z antybiotykiem był przyszyty do sutkow normalną nicią, ale na 5 dobę po operacji usuwa się to. Jak w jedym momencie zrobiło mi się ciepło i powiedziałem o tym Panu dr, to od razu przyszła Pani Anestezjolog i badała mnie, fotel położono w pozycji, ze nogi miałem wyżej od głowy. Podczas operacji atmosfera była bardzo fajna, biegały koło mnie 4 pielęgniarki, opowiadały kawały, śpiewały sobie piosenki, co leciały w głośniczkach 🙂 Gdy mnie zaszył i zabandażowali mnie, to sam wróciłem do poczekalni do mojej dziewczyny, usiadłem z nią i po ok 30 minutach sam pojechałem do szpitala na łóżko, bo w Klinice nie było miejsca no i doba po 400 zł. Więc dr był tak miły, ze wziął nas do szpitala na swój oddział. Jechaliśmy za nim samochodem, pilotował nas. Pielegniarka, która całą noc przychodzila do mnie pobierać mi krew co 2 godziny, byla bardzo mila. Zrobiła mojej dziewczynie herbatę i nawet chciała oddać swoją kanapkę. Bardzo mila Pani. Dr też całą noc dzwonił i pytał się jej jak się czuję. Spałem całą noc spokojnie, nic mnie nie bolało. Rano o 6 była pobudka i badanie temperatury. Pielęgniarki wszystkie o mnie wiedziały, leżałem na męskiej sali. Moja karta była w gabinecie pielęgniarki.
Rano o 7 dostałem zastrzyk w pupę… ałaja było, bo jakaś niedoświadczona była na zmianie już wtedy 🙂 O 8 lekarz mnie zbadał, obejrzał, zdjęli mi dreny, bo nic nie ciekło. O 8.30 pojechałem z moją dziewczyną do domu. Sam kierowalem samochodem 300 km. Jak siedzialem za kierownicą było ok, gorzej jak musialem z niego wysiadać i wsiadać, wtedy jak połamaniec, 10 minut wsiadanie do niego mi zajmowało 😉 Czuję się ok. Nic bólu nie czułem, największy jaki czułem to chyba pobieranie krwi 🙂
Dostałem informacje na kartce i recepty na antybiotyk i przeciwbólowy. Przepisał mi antybiotyk DUOMOX i kenatol, jak będzie bolało.

Dzisiaj jestem 3 tygodnie prawie po operacji. Czuje się bardzo dobrze, rany się goją, strupy schodzą. Nie noszę już bandaża, tylko obcisłe ubrania, mam tak nosić przez miesiąc. Klatka wygląda bardzo fajnie. Jestem bardzo zadowolony, no i w lato wrócę do plywania w wodzie po 3 latach pauzy, a bardzo lubię pływać. Hormony biorę od 24 stycznia 2004 roku 🙂 Jestem przed zmianą dokumentów, 2 rozprawę mam 8 kwietnia.

Anonimowy pacjent

K/M w trakcie leczenia

Relacja z listopada 2005 r.:
Jako że jestem drugim komentującym tego lekarza, uzupełnię jedynie komentarz o nowe informacje i dodam własne odczucia itd 😀

Konsultacja: Koszt 60 zł, potrącane od każdego, chyba, że ktoś ma cięty język i się jakoś dogada. Za operację policzył mi 5000, jako że niby zmalało po hormonach, ale zostało sporo luźnej skóry.
Lekarz na życzenie może pokazać efekty innych operacji u niego wykonanych.
W związku ze skłonnością do keloidów (rozlazłych zgrubiałych blizn) lekarz dał mi gwarancję ewentualnych poprawek.
Na operację od wizyty czeka się mniej więcej w przedziale tydzień – dwa tygodnie, ja czekałem 10 dni, bo tydzień po wizycie nie było któregoś anestezjologa.
Z badań lekarz zaleca jeszcze rtg klatki piersiowej.

Zabieg:
Zabieg miałem mieć o 17, o 15 miałem być w klinice, po 6-godzinnej okrutnej głodówce. Na sam zabieg czekałem jakieś 15 minut w miłej atmosferze żartujących i rozmawiających ze mną pielęgniarek bym nie uciekł im przypadkiem :> Wkłuto mi wenflon, anestezjolog podał leki, chwilka odczekania i gdzieś już zza ściany powiedziane „dobranoc”.

Gdy zacząłem się rozbudzać za każdym razem jak otworzyłem oczy, ktoś przy mnie był. Wpierw pielęgniarki, potem lekarz, potem mama. Lekarz powiedział że operacja się udała … i więcej nie pamiętam bo znów usnąłem :] Potem gdy już zacząłem wiecej kontaktować podano mi leki, porozmawiałem chwilę z mamą i kazano mi „pionizować”, co zakończyło się zwrotem, gdy już nie było co zwracać wstałem, z trudem się ubrałem chwiejąc się jak po gruuubej ilości %, jednak w drodze do taxówki musieli mi już pomagać :] Nocka była koszmarna, czułem się jakby mnie ktoś pałką obił po bokach i plecach, jakbym miał połamane żebra i łopatki, zaś dreny uciskały (mimo że były luźno) jakby mi ktoś glanami na brzuchu stał. Każdy ruch wywoływał ból i szarpanie na wymioty. Rano dostałem znów leki – ketonal i antybiotyk … i idąc do taxówki wszystko znów zwróciłem :> W klinice gdzie mieli mi zmienić opatrunki i zdjąć dreny był wielki tłok i chaos przez co musiałem czekać umierając ponad godzine. Na samym zdjęciu szwów był jeszcze student któremu lekarz wytłumaczył „no tu mamy przypadek ginekomastii, trzeba było zrobić to i tamto terefere”. Już w momencie przecięcia bandaży, poczułem jakie wspaniałe jest powietrze gdy można w pełni nim wypełnić płuca i od razu poczułem się lepiej. Przyczyną bólu i nudności był właśnie zbyt obcisły bandaż, i to że mój organizm nie zaakceptował leku przeciwbólowego …

Pojechaliśmy na dworzec i tam od razu wtryniłem kurczaka, wypiłem herbatkę i czułem się świetnie, nieco bolało ale co tam :] W pociągu miałem nieco problemu z podciąganiem się jak się rozłożyłem :] Pierwszą noc w domu też dość bolało, ale zasnąłem bez większych problemów. Potem to już z dnia na dzień coraz lepiej.

Szwy zdejmowałem 10 dni po zabiegu, 4 szwy główne (poziome, od sutków) były nierozpuszczalne, wszystkie inne rozpuszczalne. Rozpuszczalnymi też były przyszyte do sutków gaziki z opatrunkami z antybiotykiem.

Jestem już dwa miesiące po zabiegu, efekt jest super, blizny po bokach się nieco rozeszły, ale jak już pisałem, to z winy naturalnej skłonności mojej skóry i od podnoszenia rąk. Jeden sutek się nieco jakby obsunął, ale to z winy że obsunął się opatrunek pod bandażem. Poza tym nie za bardzo się oszczędzałem. Reszta jest naprawdę super, blizny powoli bieleją, cały czas odkąd zeszły strupy używam contratubexu. Nie mogę się już doczekać lata by śmigać ze znajomymi nad morze czy nad jezioro :]

Anonimowy pacjent

K/M w trakcie leczenia

Relacja z lipca 2008 r.:
Po konsultacji na zabieg czekałem 10 dni. W tym czasie zrobiłem wszystkie badania, które były wymagane przez lekarza. Operację miałem 14 lipca.
Pojawiłem się tam o 15:00 tak jak mi wcześniej kazali. Siedziałem w poczekalni i czekałem tam sporo czasu, bo najpierw była operowana jakaś kobieta, z którą później dzieliłem salę pooperacyjną. W końcu zostałem poproszony o przejście do drugiej części budynku.
Przyszedł chirurg, kazał mi ściągnąć koszulkę, wyjął markera i mnie nim pomalował, tłumacząc mi przy tym jakie dokładnie cięcia zastosuje, miało być krojone aż pod pachę. Potem jeszcze zaznaczył kropkami miejsca gdzie zostanie odessana tkanka tłuszczowa by było jak najbardziej płasko. Zrobił mi zdjęcia z każdej strony, po czym dał zielone ubranko (taki prześwitujący szlafrok hehe) powiedział że mam zdjąć wszystko oprócz bokserek, skarpetki też mogły zostać. Pokazał mi moje łóżko i wrócił na salę operacyjną. Łóżko miałem bardzo wygodne, automatyczne więc nie było potem problemu żeby usiąść, bo samo mnie podniosło 🙂 Miałem się tam położyć i zrelaksować, nad łóżkiem telewizor więc jakoś mi te godziny do 20:00 minęły.
Przyszedł anestezjolog i wypytał mnie o wszystko, powiedział że dostaję pierwszą grupę, czyli że ryzyko jakiś ciężkich powikłań po znieczuleniu zdarza się w tej grupie raz na 15 000, poinformował mnie też że włożą mi rurkę do tchawicy ale dopiero jak zasnę, jednak wyjmą ją gdy będę już przytomny i że może to być nieprzyjemne, żebym się nie wystraszył i że pacjenci przeważnie tego nie pamiętają.
W końcu nadeszła moja pora, sam poszedłem na salę operacyjną, kazali mi się położyć na stole, przywiązali mi ręce i wtedy dopiero zacząłem sie cały trząść, wcześniej byłem bardzo spokojny pomimo że nie dostałem żadnych tabletek uspokajających. Anestezjolog nie mógł wkłuć mi się w żyłę na dłoni i zaczął się denerwować coś tam gadając pod nosem. Potem przyłożył mi maskę z tlenem i kazał oddychać, dopiero po chwili doszedł tlen – nie miałem pojęcia że czysty tlen tak bardzo śmierdzi. Kiedy wdychałem te smrody anestezjolog kazał pielęgniarce po kolei wstrzykiwać mi różne rzeczy, nagle usłyszałem „pavulon” i pomyślałem sobie: no pięknie, zabiją mnie tu (nie wiedziałem że podają to przed operacją dla zwiotczenia mięśni) przez cały czas patrzyłem na lampę i gdy o tym pomyślałem rozmazał mi się obraz, odleciałem.
Nie pamiętam jak wyciągali mi rurkę z gardła, nic nie pamiętam, słyszałem tylko jak mnie budzili „Kuba! Kuba, Kuba, budzimy się! Pamiętaj o oddychaniu! Kuba!” Już ich słyszałem, ale nie mogłem nic powiedzieć, ani otworzyć oczu, gdy tylko mi się to udało pierwszym moim słowem które do nich wypowiedziałem było: przepraszam. Oczy mi się zamykały, ale nie kazali mi już spać, wszyscy się koło mnie kręcili a ja wciąż ich przepraszałem i nie wiedziałem na początku za co. Przyszedł chirurg i powiedział że byłem bardzo niegrzeczny, bo rzucałem się im na stole no i nie chciałem oddychać, mieli też problem z wybudzeniem mnie, ale jak widać udało się, jestem tu. Jeszcze przez jakiś czas miałem podłączone coś do palca (dzięki temu monitorowali mój puls i coś tam jeszcze) ciągle to sobie oglądałem, z każdej strony, choć widziałem wszystko przez mgłę, to podobało mi się że tak fajnie świeciło na czerwono hehe jakieś ponarkozowe otępienie chyba ;)) W końcu zacząłem kontaktować i wiedziałem za co ich przepraszałem, bo coś mi się śniło i zapomniałem gdzie jestem, dlatego im się rzucałem na stole heh.
Przez całą noc siedziała przy mnie pielęgniarka, zmieniała mi kroplówki, w trakcie operacji nic mi nie podawali, bali się bo nie oddychałem i aż do rana po kolei dostawałem coś innego. Około godz. 7:00 pielęgniarka chciała mi zrobić śniadanie ale obawiałem się że będę wymiotować i wypiłem tylko herbatę – to był błąd – pamiętajcie nigdy nie pijcie herbaty na pusty żołądek, bo wymioty gwarantowane. Zjadłem więc suchego rogala i wypiłem ponownie herbatę i dostałem antybiotyk. Tak gdzieś około 10:00 pielęgniarka zabrała mnie na salę by zmienić mi opatrunek, wszędzie mi już przeleciała krew. Zdziwiłem się gdy zdjęła mi to wszystko i zobaczyłem, że nie mam żadnych cięć! Dopiero wtedy dowiedziałem się że chirurg zdecydował się na cięcia okołobrodawkowe a resztę odessali. Ucieszyłem się, bo nie będzie żadnych blizn. Założyła mi tony opatrunków, zawiązała dwoma bandażami elastycznymi tak mocno że ledwo mogłem oddychać, poprosiłem o tabletkę przeciwbólową bo czekała mnie podróż pociągiem, później zamówiła mi taksówkę i przed 13:00 wyszedłem już o własnych siłach, pojechałem na dworzec. Na dworcu zaopiekowały się mną dwie dziewczyny i dziękuję im za to 🙂
Jakoś wytrzymałem te cztery godziny w pociągu, miałem dzień na odpoczynek w domu a następnego znów musiałem wracać na zmianę opatrunku i wyjęcie sączków, które miałem zamiast drenów, po dwa z każdej strony. Po tygodniu jeszcze raz musiałem pokonać trasę Szczecin – Wrocław – Szczecin by wyjęli mi szwy, dwa niestety zostały, bo były pod strupkami, a pielęgniarka nie chciała ich ruszać, żeby sie nie rozkrwawiło, ale już je sobie sam wyjąłem. Krwiaki i siniaki schodzą, martwię się tylko rozmiarem który mi pozostał, ale wszyscy mi tam mówili że jest to duża opuchlizna i że na pewno zejdzie, może schodzić nawet trzy miesiące i mam się tym nie martwić bo na pewno będzie płasko… zobaczymy, póki co przez tą opuchliznę wciąż mam malutkie cycki 😛 na około twarde jakby mi tam kamienie jakieś zaszyli.
Czuję się coraz lepiej choć nadal boli i staram się oszczędzać. Na kontrol mam jechać dopiero za trzy miesiące. A wracając jeszcze do problemów z oddychaniem w trakcie operacji to lekarz w wypisie zaznaczył że powinienem się przebadać, bo podejrzewa u mnie astmę posterydową… przez hormony, także przy okazji mi coś innego wykryli jeszcze 😉

Po 5 miesiącach pojechałem na poprawkę. Okazało się że cięcia okołobrodawkowe nie były wystarczające i tym razem pocięli mnie już dość mocno. Miałem minimalny rozmiar wyjściowy a blizny mam jak przy dużym towarze. Ale trudno, najważniejsze że w końcu jestem zadowolony.

PAMIĘTAJCIE ŻEBY PO OPERACJI NIE ZRYWAĆ STRUPÓW Z SUTKÓW!!! JEŚLI CHCECIE MIEĆ NORMALNIE WYGLĄDAJĄCE SUTKI NIE WOLNO TEGO ROBIĆ, W PRZECIWNYM PRZYPADKU KOŃCZY SIĘ TO PODOBNIE JAK NA NIŻEJ PREZENTOWANYCH ZDJĘCIACH. Ja nie odrywałem i różnica jest widoczna. Normalnie też reagują na zmiany temperatur, dotyk itp. (zdjęcie podpisane Kuba).

Kuba

K/M w trakcie leczenia